Tagi

, , , , ,

Myślałam, że to niemożliwe, a jednak – znalazła się książka, w której nie podoba mi się absolutnie NIC. Z Kochanką Brechta Jacques-Pierre’a Amette walczyłam ponad miesiąc, a była to walka zacięta – bóg jeden wie, ile samozaparcia wymagało ode mnie przeczytanie choćby kilkunastu stron naraz. Tym większe było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że jest to książka wyróżniona prestiżową Nagrodą Goncourtów… Ale od początku.

Nie powiem, zapowiadało się nieźle – powojenny Berlin, wybitny dramaturg i donosząca na niego kochanka. Liczyłam więc na spotkanie z intelektualną elitą ówczesnych Niemiec, z genialnym artystą i jego fascynującą kobietą. Chciałam dowiedzieć się, kim jest ta femme fatale, dlaczego robi to, co robi, co myśli, co czuje. Niestety, padłam ofiarą własnych oczekiwań i niewymownie się zawiodłam.

O Marii bowiem dowiedziałam się niewiele. Była aktorką, niegdyś związaną z nazistą, w Berlinie Zachodnim miała córkę, w romans z Brechtem wdała się na życzenie Stasi. Przy okazji zakochała się w jednym z oficerów, ot i cała historia. Nie mam pojęcia, dlaczego właściwie szpiegowała dramaturga, jak się z tym czuła ani czym było dla niej życie z pisarzem. Sam Brecht natomiast to w powieści Ametta podstarzały erotoman, narcyz i cham, będący przy tym jedynym odbiorcą swoich paranoidalnych idei.

Wokół związku tych dwojga powierzchownie zarysowanych bohaterów toczy się akcja książki. Choć ‚toczy’ to może niezbyt fortunne słowo – ona kuleje, ciągnie się, leniwie robi pół kroku by na wiele stron stanąć w miejscu. Mówiąc w skrócie – nudy na pudy. Mimo, że sam zamysł uważam za niezły, autor nie wykorzystał tkwiącego w nim potencjału i poprowadził fabułę prosto do trumny.

Generalnie ta niby elegancka proza wydała mi się raczej przeintelektualizowanym peanem autora na cześć autora. Nie wiem, na czym to polega, ale wyczuwałam narcyzm między wierszami; czułam, że mam myśleć „O mój boże, cóż za mądry, błyskotliwy i oczytany człowiek napisał tę książkę”. Niestety, w mojej głowie powstał obraz zgoła odwrotny – obraz zakompleksionego facecika, który chce dowieść całemu światu o swej wartości. Mam poczucie, że nie powinnam tak pisać, bo to niemiło, ale cóż poradzę. Mogę tylko zacisnąć zęby i prosić, żebyście trzymali się od tej książki z daleka.

Advertisements