Blog na szczęście

I oto stało się. Dostałam dowód, że ten blog już coś zmienił.

No dobrze, może to po prostu zbieg okoliczności. Jednak wolę użyć nazwy ‚zrządzenie losu’ i cieszyć się nieco bardziej, niż gdybym nazwała to ‚przypadkiem’.

Od miesięcy bezskutecznie szukam pracy. Codziennie odpowiadam na dziesiątki, choćby najgorszych, ofert – bezskutecznie. Natomiast wczoraj, kilka godzin po opublikowaniu moich pierwszych postów, dostałam zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną! Wiem, to jeszcze nie praca, ale już COŚ.

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy tu zajrzeli, nie spodziewałam się, że sprawi mi to taką przyjemność:) Biegnę przygotowywać się do rozmowy i zapraszam jutro, gdy to popełnię pierwszą od lat ‚recenzję’ filmu. Strzeżcie się!

Miłego dnia, arrivederci!

Reklamy

Kampania Na Rzecz Prawdziwych Kotów

Nie jestem szczególną fanką fantastyki, nigdy nie byłam. Oczywiście, jest kilku autorów, których wyobrażone światy niezmiennie robią na mnie wrażenie, i do takich należy od zawsze Terry Pratchett. Znamy go i kochamy głównie za „Świat dysku”, a więc 36 tomów czystego szaleństwa. Jakie więc było moje zdziwienie, gdy wpadł mi w ręce… poradnik dla kociarzy jego autorstwa.

Tak, Terry Pratchett popełnił książkę absolutnie dla mnie niespodziewaną. „Kot w stanie czystym. Kampania na rzecz prawdziwych kotów” nie ma fabuły, nie zawiera ani krztyny czarodziejstwa, nie występuje tam nawet mój ulubiony bohater Śmierć. Spotykamy za to Kota – ale nie konkretnego Mruczka czy Wolfganga, a każdego prawdziwego kota, który kiedykolwiek stąpał po matuli Ziemi. Dowiadujemy się, jak owego Prawdziwego Kota rozpoznać, gdzie go znaleźć, czym karmić, a także jakie zabawy ów Kot lubi, jak dba o higienę i jak okazuje ludziom czułość. A każde słowo to szczera prawda, co potwierdzam jako kociara z urodzenia.

„Kot w stanie czystym (…)” to po prostu zbiór jakże trafnych spostrzeżeń opisanych w sposób lekki, miły i zabawny. Czytając, śmiałam się w głos, i to w głos do takiego stopnia, że mój Luby zaczął się nieco niepokoić. Niemniej zupełnie naturalnym wydaje się, by Prawdziwy Miłośnik Kotów zarechotał, mając przed oczami taką oto sytuację:

Kara w ogóle nie działa na Prawdziwe koty. Bo Prawdziwe koty nie wiążą kary z wykroczeniem. Jeśli o nie chodzi, to krzyki, lecące na niskich trajektoriach kapcie oraz głośne i cierpliwe przemowy są tylko przejawami ogólnej słabości kleksów. Żeby przetrwać, wystarczy skulić się na chwile, popatrzyć wielkimi oczami i dalej robić swoje.

Kto miał do czynienia z Kotem, zna to na wylot. I owszem, może nie ma wielkiego sensu w czytaniu czegoś, co się doskonale wie, ale czy nie miło jest przekonać się, że nie tylko my zakochaliśmy się w Futrzastym Absurdzie?

(Warto zwrócić uwagę również na komiczne ilustracje Graya Jolliffe’a, stanowiące popularną ostatnio wiśniówkę na torcie)

Kot Terry’ego Pratchetta wabi się Edypuss, a jakie imiona noszą Wasi ulubieńcy?

Dzień dobry Świecie

Tak, przyznaję się bez bicia – nie wpadłam sama na tytuł tego bloga. Niemniej postanowiłam go na potrzebę sytuacji wykorzystać – na potrzebę mojego nigdziebycia.

Mam na imię Karolina i jestem nigdzie. Czy też wszędzie, jak kto woli. Zawieszona pomiędzy Czymś a Czymś Innym, nieokreślona, pół obecna. Moje życie w dużej części jest tylko na niby. Chciałabym, żeby to się skończyło. Uwierzyłam – a przynajmniej planuję uwierzyć – w funkcję terapeutyczną blogowania, i spróbuję za jego pomocą wyrwać się z marazmu i depresji, która coraz szczelniej mnie obejmuje tymi swoimi czarnymi mackami.

A o czym będzie? O książkach, z pewnością. Kiedyś czytałam kilka tygodniowo, dziś ciężko mi przeczytać jedną w miesiącu. O filmach. O kulturze. O fotografii, którą dawniej żyłam. O związkach. I właściwie o wszystkim, co mi przyjdzie na myśl. Przepraszam z góry, bo na myśl często przychodzą mi głupoty.

Tak więc zapraszam. Niezbyt liczę na to, że ktoś mnie odwiedzi, ale jakże byłoby to krzepiące! Zaraz zabieram się do popełnienia mojej pierwszej „pełnoprawnej” notki, a więc au revoir, do zobaczenia potem!

 

Karolina